Jak zabezpieczyć drewniane donice na zimę?
Mróz sam w sobie nie psuje drewna. Psuje go cykl woda–lód–woda. Pokazujemy, jak ustawić donice, czym je owinąć i kiedy w ogóle warto wnosić je do środka.

Większość pęknięć i odkształceń, z którymi do nas wracają donice po zimie, ma identyczną historię. Donica stała przez cały rok na otwartym balkonie albo bezpośrednio na płycie tarasu, ziemia w środku zamarzła, woda zwiększyła objętość o jakieś dziewięć procent i napierała na ściany aż coś puściło. To się da prosto zatrzymać i nie potrzeba do tego żadnych drogich akcesoriów. Wystarczy parę rzeczy zrobić w odpowiedniej kolejności.
Dlaczego zima w ogóle szkodzi drewnu
Drewno samo w sobie świetnie znosi mróz. W lesie sosna stoi przy minus dwudziestu pięciu stopniach bez żadnej ochrony i nic się jej nie dzieje. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy w drewnie jest woda, a jeżeli donica stoi na zewnątrz, woda w niej jest zawsze: w ziemi, w fugach między deskami, w mikropęknięciach powłoki.
Gdy temperatura spada poniżej zera, woda zamienia się w lód i zwiększa objętość. Wewnątrz słojów powstają mikropęknięcia, których nie widać od razu, ale w marcu, kiedy lód topnieje, wpływa w nie więcej wody. Następnej zimy pęknięcia są większe. Po trzech, czterech takich cyklach donica zaczyna się odkształcać widocznie. To nie jest sam mróz; to cykl mróz–rozmrażanie.
Tak samo zachowuje się ziemia w środku. Mokra ziemia przy zamarzaniu zwiększa objętość o około dziewięć procent i naciska na ściany od wewnątrz. Im donica dłuższa, tym napór większy, a ścianki narożne mają mniejszy zapas; przy zakupie warto patrzeć na wymiary tak, żeby przy całorocznej eksploatacji nie schodzić poniżej osiemdziesięciu do stu centymetrów długości. Dłuższe donice działają w gruncie, w obiektach komercyjnych albo wtedy, kiedy się je opróżnia na zimę.
Odsuń donicę od mokrej płyty
Najgorsze, co można zrobić, to postawić drewnianą donicę bezpośrednio na płycie tarasu albo na trawniku. Woda spływająca z donicy nie ma którędy odpłynąć, zatrzymuje się pod spodem, marznie i niszczy dno.
W pracowni wszystkie donice stawiamy na czterech małych nóżkach. Półtora, dwa centymetry prześwitu wystarcza, żeby woda spłynęła i powietrze krążyło pod spodem. Jeżeli twoja donica nie ma nóżek, podłóż pod nią dwa kawałki impregnowanej listwy albo plastikowe podstawki ogrodnicze. Cokolwiek, byle nie stała mokrym dnem bezpośrednio na betonie.
Folia od środka, drenaż na dnie
Drugi najczęstszy błąd: ktoś nasypał ziemię prosto w drewnianą donicę bez żadnej izolacji. Po dwóch sezonach dno jest mokre, w środku rośnie pleśń, deski czernieją od strony ziemi. Wnętrze powinno być wyłożone folią ogrodową grubości minimum piętnastu setnych milimetra - taką, jakiej ogrodnicy ścielą pod ściółkę, nie folią spożywczą i nie workiem na śmieci. Folia powinna mieć ponacinane otwory na dnie, żeby woda mogła odpłynąć, ale nie powinna szczelnie zamykać dna; inaczej donica robi się akwarium.
Na samo dno warto wsypać dwa-trzy centymetry keramzytu albo drobnego żwiru. To warstwa drenażowa: odseparowuje ziemię od miejsca, gdzie zbiera się woda, i ułatwia jej spływanie do otworów wylotowych. Na keramzyt można położyć kawałek agrowłókniny, która zatrzyma ziemię, a przepuści wodę.
W naszych donicach folia jest montowana w pracowni i ma już wycięte otwory w odpowiednich miejscach. Akurat tę jedną rzecz warto kupić zrobioną, bo domowe improwizacje folią najczęściej przeciekają po pierwszym sezonie.
Ocieplenie bryły korzeniowej
Jeżeli w donicy zimują rośliny wieloletnie (tuje, świerki kolumnowe, bukszpany, hortensje, lawenda), trzeba zadbać nie tylko o donicę, ale przede wszystkim o korzenie. W gruncie korzenie są pod naturalną kołderką trzydziestu, czterdziestu centymetrów ziemi. W donicy stojącej na otwartym balkonie tej kołderki nie ma; korzenie oddziela od mrozu cienka ścianka drewna i może dwadzieścia centymetrów ziemi.
Najtańszy i najskuteczniejszy sposób to owinąć donicę od zewnątrz agrowłókniną zimową albo matą słomianą. Dwie warstwy włókniny to około dziesięć stopni różnicy. Owijasz, wiążesz sznurkiem jutowym albo gumką i tyle. Część nadziemną rośliny też warto delikatnie obwiązać; włóknina chroni przed wiatrem suszącym i zimowym słońcem, które potrafi popalić igły iglaków.
W donicach naprawdę wystawionych (wiatr od północy, brak osłony) warto dodatkowo wyłożyć od wewnątrz styropian, jedno-, dwucentymetrowe płyty na ściankach bocznych. Dla większości balkonów to przesada; dla balkonów wystawionych - robi sporą różnicę.
Donice puste i wnoszenie do środka
Donice puste są łatwiejsze. Najlepiej je opróżnić z ziemi, dobrze wysuszyć, schować pod zadaszenie, do garażu albo do altany. Jeżeli nie ma takiej możliwości, postaw je dnem do góry - wtedy do środka nie wpada śnieg ani deszcz, donica wysycha między opadami i nie ma w niej stojącej wody.
Nigdy nie zostawiaj donicy z wilgotną ziemią, ale bez rośliny. Ziemia bez korzeni nie odprowadza wody, robi się grzybową papką i w marcu trzeba ją w całości wyrzucać oraz czyścić donicę od środka.
Wnoszenie iglaków do ogrzewanego mieszkania to oddzielny problem. Roślina przygotowana do zimy nie powinna trafiać do dwudziestu dwóch stopni, bo gubi igły, więdnie, czasem umiera. Jeżeli już bardzo chcesz wnieść, to do nieogrzewanej piwnicy albo altany, gdzie jest jeden do pięciu stopni i nie więcej.
Wiosenny przegląd
W marcu, jak temperatura w nocy przestaje schodzić poniżej zera, warto zrobić szybki przegląd. Sprawdzić fugi narożne, czy się nie rozeszły. Sprawdzić powłokę, czy gdzieś nie odpadła. Sprawdzić dno, czy folia jest cała i czy woda dobrze odpływa. Jeżeli gdzieś łuska się lazura, przeszlifować papierem sto osiemdziesiąt, odpylić, nałożyć cienką warstwę tego samego preparatu. Pięć minut na donicę, raz na dwa-trzy lata, i drewno przeżyje pietnaście sezonów bez większych problemów.
Czego nie robić
Nie owijaj donicy folią od zewnątrz. Folia nie przepuszcza pary wodnej i drewno pod nią się zaparza, robi się ciepło i mokro, a w takim środowisku pleśń rośnie najszybciej. Agrowłóknina tak, folia nie.
W zimie nie podlewamy donicy „bo sucho”. Roślina prawie nie pobiera wody, a w zamarzającej donicy zostaje jej akurat tyle, żeby popękało wszystko, co miało popękać. Podlewamy tylko jeżeli ziemia jest naprawdę sucha i robimy to minimalnie, najlepiej w cieplejszy dzień.
Donica na zimę potrzebuje czterech rzeczy: prześwitu pod spodem, folii w środku, drenażu w dnie i agrowłókniny dookoła. Tyle. Reszta zależy od tego, czy donica była porządnie pomalowana, kiedy wychodziła z pracowni.
Porada z pracowni: Prezentowane na blogu wskazówki i metody pielęgnacji mają charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Są oparte na naszych własnych doświadczeniach. Ponieważ każdy produkt drewniany i warunki atmosferyczne są inne, nie ponosimy odpowiedzialności za efekty prac wykonanych samodzielnie przez czytelników. Przed użyciem preparatów (np. olejów, lakierów) zawsze zapoznaj się z instrukcją ich producenta.


